Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

:CaS: Boski Blekit by =Conreeaght:iconConreeaght:



Gdyby ta muzyka miała barwę, byłaby nieskończenie kolorowa. Brązy, czerwienie, żółcienie,
złociste tony. Radość otaczała go, pieściła zmysły. Czuł melodię na skórze, we włosach,
otulała go niczym płaszcz. Jego ciało wyrywało się, by zatańczyć. Pragnienie przyłączenia
się do leśnych elfów było tak silne, że ledwo mógł nad nim zapanować.
Jako gość nie chciał naruszyć pewnych praw, wiedział, że sama obecność cienistego jest dla nich krępująca. Mimo to... taniec, ach, taniec!

Przyglądał się tańczącym elfom z zazdrością, ale i zachwytem. On zawsze tańczył sam.
One były szczęśliwe, wolne. On, w Esgërah, w domu matki... to nie była prawdziwa radość, to nie była w ogóle wolność. Kim tak naprawdę wtedy był?...

Muzyka była pomarańczem, czerwienią, niczym skóra leśnych elfów, miedzią, zielenią.
Ogniska na polanie strzelały w niebo, a postaci poruszające się wokół nich były jak szalone
cienie. Jego duch był z nimi. Och, cóż za niespełnienie...
Od korowodu oderwała się sylwetka, wyraźnie górująca nad innymi swym wzrostem. Wirując, wyginając się i rozrzucając na boki piękne, popielate włosy, znalazła się przy nim.
Wodna Iskra. Była tak podobna i niepodobna do swego brata. Słodka i skromna.
- Assinie? - Zatrzymała się i spojrzała na cienistego z uśmiechem. Mógł tylko odpowiedzieć tym samym.
- Przyłącz się do nas. - Wyciągnęła dłoń.
Skąd wiedziała, skąd?
- Dziękuję ci, Eirien - wyszeptał. - Nie sądzę, że pozostali chcieliby widzieć mnie wśród nich.
Czuła jego tęsknotę, pragnienie?
- Oni nie mają nic do powiedzenia. Jesteś gościem mego brata.
- Jestem saiji, Eirien. - Gdy wymawiał słowo 'saiji', serce mu pękało i ogarniała go gorzka rezygnacja. Strach przed cienistymi przestał być niezrozumieniem, a stał się głęboką nienawiścią do tego, co nieznane. On sam nie był w stanie zmienić ponurych stereotypów, wiedział o tym aż za dobrze.
- Nie bądź śmieszny - usłyszał cichy szept przy swoim uchu.
Złoty Wąż usiadł przy nim.
- Idź z Iskierką i baw się.
Zachęcający uśmiech półelfa wystarczył.
Assin wstał. Miał wrażenie, że świat wiruje wokół niego w zastraszającym tempie. Powoli, z namaszczeniem rozplótł srebrzysty warkocz. Po raz pierwszy od tak dawna...
Wodna Iskra schwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą.

Czuł melodię na skórze, we włosach, otulała go niczym płaszcz. Nie pamiętał już, kiedy był tak szczęśliwy.
Taniec jest pięknem, radością, jest rytuałem, miłością.
Dzwonki.
Srebrzyste dźwięki nie były zniewoleniem. Nie było siostry i jej pejcza, zakończonego ćwiekami z kąsającego wiecznego lodu. Nie widział lubieżnych uśmiechów. Nie słyszał podnieconych głosów.
Wirował pośród leśnych elfów z lekkością.
Tęskniłem, tak bardzo tęskniłem.
Świat nie był realny.
Miał wrażenie, że szczęście jest pozorne, że jego dusza łka.
Dla kogo dziś tańczę?
Wśród elfów mignęła mu twarz Eirien. Uśmiechała się.
Nie, kim jestem teraz? Co jeszcze się stanie?
Jak boli. Jak boli.
Poruszał się z gracją, gdzieś obok czując jego obecność. Koszmar wracał zawsze, gdy Assin starał się o nim zapomnieć.
Czy już nigdy nie odejdziesz?
Zapamiętały w tańcu, cierpiał, chciał wykrzyczeć swe winy, swe grzechy.
Któż mnie ocali? Kto? Komu zaufać? Gdzie szukać ratunku?
Muzyka stała się zimna niczym lód, kaleczyła. Każdym gestem błagał o litość.
Czy nikt mnie już nie ocali?...

Pamiętał noce w Esgërah, gdy nie był w stanie zmrużyć oka. Noce, które przepłakiwał w samotności, cierpiąc, nienawidząc, czując strach i zazdrość.
Teraz też nie mógł zasnąć; prześladowały go obrazy z tamtych właśnie dni.
Siedział w ciemnościach, z twarzą wtuloną w podkurczone kolana.
Za każdym razem, gdy próbował być szczęśliwy, przed oczami stawała mu jedna osoba. Widział jego twarz zbyt wyraźnie, by zachować spokój.
Uniósł głowę i przetarł oczy. Obiecał sobie już dawno temu, że wspomnienia z Vajarah, zwłaszcza te dotyczące Killiana, nie przeszkodzą mu w życiu w Krainach Bliźniaczych Księżyców. Mógł czuć się samotny, nawet wśród przyjaciół, ale nauczył się jak czerpać z tego siłę. W tej chwili najważniejsze było szczęście, które udało mu się tu znaleźć, może trochę niepewne i drżące, niczym płomień świecy, ale właśnie dlatego nie mógł się teraz poddać.
Spojrzał na śpiącego na posłaniu obok przyjaciela i uśmiechnął się niepewnie.
Złoty Wąż. Nawet gdyby nie widział tak doskonale w ciemnościach, wiedziałby, że zaklinacz śpi na wznak z ramieniem narzuconym na twarz, a tuż obok przycupnęła, zwinięta, jego ukochana Jira. Pamiętał, że w promieniach słońca wężowe łuski miały barwę oczu jej pana – złocistomiodowe.
Było tak cicho.
Nagle zapragnął pochylić się nad Złotym Wężem i dotknąć jego włosów. Nigdy nie miał dość odwagi, by to zrobić. Czy były tak miękkie, na jakie wyglądały? Puszyste, miedzianobrązowe, aż się prosiły, by wtulić w nie twarz i całować.
Czym prędzej odsunął te pragnienia na bok. Coraz trudniej było mu ukrywać swe żywe uczucia. Bał się, że mógłby stracić przyjaciela, a półelf był dla niego zbyt ważny.
Zaufał mu, jak dotąd uczynił to jedynie jego mistrz, Alagos. Przyprowadził do rodzinnej wioski, zaprosił do swego domu, narażając się na gniew przywódcy plemienia, nie tylko za wskazanie odpowiednich ścieżek obcemu, ale i fakt, iż ten obcy jest saiji.
Saiji, cienistym, potomkiem demonów, a więc istotą  z gruntu złą i podłą, niegodną zaufania. Nie, on taki nie był, różnił się od większości swoich pobratymców. Różnił się, prawda?...
To prawda.
Poderwał się gwałtownie.
- Kto?... – wyszeptał.
Assinie, chodź do mnie.
Zerknął na zaklinacza, ale ten wymruczał coś przez sen i obrócił się na bok.
Cienisty podniósł swój rapier i wyszedł z chatki. Stanął na platformie i rozejrzał się.
W wiosce było tak spokojnie. Kto w takim razie wzywał go po imieniu?
Zsunął się po drabince i bosymi stopami dotknął miękkiej trawy. Polanka, gdzie przed kilkoma godzinami tańczyły elfy, była pusta. Jedynie przez konary drzew przedarł się pojedynczy promień księżycowego światła.
Dopiero wtedy ją dostrzegł. Pojawiła się znikąd, tak cicho, bezszelestnie.
Nie umiał wyrazić swego zachwytu. Piękna… Miała skórę tej samej barwy, co on, żywego obsydianu. Długie, gęste włosy lśniły w księżycowych promieniach niczym prawdziwe srebro.
Podszedł bliżej
Witaj, Assinie Lac’arth, melodyjny głos przemawiał w języku Cienia łagodnie wprost do jego myśli.
Nie wiedział jak się zachować. Onieśmielony, nie był w stanie spojrzeć kobiecie prosto w oczy. Czuł za to, że skądś ją zna, że gdzieś ją spotkał, ale nie mógł sobie przypomnieć.
- Kim jesteś, pani? – Z trudem zdobył się na to pytanie, ale ona mu odpowiedziała. Było to jedyne słowo, które padło z jej ust.
To… niemożliwe…
- Ssiearne… rhassai. – Padł przed nią na kolana, kurczowo ściskając swą broń.
- Rhassai – powtórzył.
Wzywałeś mnie, Assinie Lac’arth.
Wpatrywał się w nią, nie znajdując odpowiedzi.
Tańczyłeś dla mnie wśród ogni.
Tak, czuł się wtedy zagubiony, lecz nie wzywał nikogo konkretnego, nie spodziewał się, że przywoła… ją.
Czuję twój smutek i poczucie winy.
Prawda, cierpiał, tańcząc, bo przypomniało mu to Killiana. I wiedział, że z tym skończy, już nigdy więcej nie ulegnie pokusie muzyki…
Pozostań tancerzem, najsłodszy z kwiatów. Nie obwiniaj się. Kto inny czeka na ciebie…
Sądzisz, że tak łatwo zapomnieć, że przelało się krew… brata… i… Cóż możesz…
Zapomniał się, z pewnością wiedziała więcej niż on.
Srebrzystobiała suknia zaszeleściła, gdy Bogini podpłynęła do niego.
Odnalazłam drogę do ciebie. Nie jesteś sam. Od dawna nie byłeś i już nigdy nie będziesz. Mag Burz był pierwszy. Jeśli ochronisz teraz ten płomień świecy… zostanie z tobą i ten, nad którym czuwa skrzydlaty wąż.
Znała go doskonale, każdą jego myśl, każde uczucie.
Wysunął swój rapier z pochwy i wyciągnął go przed siebie, ujmując delikatnie klingę obiema dłońmi.
- Nai'h rhassai. Poza mną samym, nie mogę podarować tobie więcej niż mą magię i tę broń.
Zmierzyła go wzrokiem, tak zimnym, aż przeszedł go dreszcz.
To ostrze jest przeklęte! Chcesz mi je poświęcić, wiedząc o tym.
- Na'harami. – Spuścił wzrok zawstydzony. Jego intencje były szczere.
Nagle poczuł drżenie. Ogromna, niewidzialna siła naparła na rapier i na niego. Czuł, jak klinga wibruje. Nałożona lata temu przez Alagosa pieczęć wiążąca klątwę pękła w niemal namacalny sposób.
Spojrzał na Ssiearne. Stała tuż obok, trzymając ręce nad jego zaciśniętymi dłońmi.
Matowoczarne dotąd ostrze rozbłysło wewnętrznym światłem. Poczuł, jak po całym jego ciele rozpływa się żar magii.
Podniósł się z klęczek.
- Ten rapier nie jest już dawnym Zagubionym, jego imię to…
…Tancerz, dokończyła za niego.
- Nai'h anajrii.
Pochyliła się nad nim z uśmiechem i złożyła delikatny pocałunek na czole.
Miał wrażenie, że wszystko, co w sobie nienawidził, zniknęło, a srebrzysta poświata, która ich otoczyła, jest chłodnym deszczem kojącym każdą piekącą bliznę na jego duszy.
Ssiearne rozpływała się w księżycowych promieniach niczym przepiękna iluzja.
Niech twe drogi prowadzą tam, gdzie tysiącem kwitnie jasne kwiecie, co złoci się w słońcu i tańczy na wietrze... Żegnaj Assinie Ath’Anon.
Pożegnalny szept wypełnił jego umysł. Czuł, że po policzkach płyną mu łzy. Chciał wołać, by nie odchodziła, ale jej już nie było.
Stał i płakał, nie z bólu, ale niezrozumiałego uczucia. Czyżby radości?...
Nie chciał być dzielny i powstrzymywać tego drżenia czy szlochu. Tak wcale nie było łatwiej, ale znajdował się teraz bliżej wolności niż kiedykolwiek przedtem…

Znalazł Assina na polanie, skulonego pod jednym z drzew. Jego rapier, Zagubiony, leżał tuż obok, wysunięty z pochwy.
Nie wiedział, co się wydarzyło i nie próbował tego zrozumieć.
Gdy odkrył, że cienistego nie ma w chatce, poczuł niepokój, który teraz przerodził się w paniczny lęk, że stało się coś złego.
Przypadł do niego, szeptem pytając czy wszystko w porządku. Mroczny poruszył się tylko, ale nie odpowiedział. Czyżby płakał.
- Coś ty zrobił, głupi magu – mruknął cicho do siebie.
Uniósł Assina, zupełnie jakby ten nic nie ważył. Saiji skrył twarz w piersi przyjaciela; wciąż wstrząsało nim łkanie.
Zaklinacz wyszeptał coś uspokajająco. Ciepło jego ramion było kojące.
Wszystko się zmieniło… Czy to była prawda, a może iluzja, niczym jedno z moich zaklęć?
Czy jestem naprawdę wolny? Tak bardzo tego pragnę! Od zawsze…

Półelf uśmiechnął się pod nosem. Mag powoli się wyciszał. Zapadał w trans, a może nawet sen.
Będę wolny! Wznosząc się wśród gwiazd, przecież nie są tak daleko.
Był zmęczony; nie spał od tak dawna. Leniwe kołysanie sprawiało, że powoli odpływał…
Czuję się wolny… Tu i teraz… Tylko proszę, nie budź mnie z tego snu. Jest taki prawdziwy… Wolny, czyż nie…
Gdy znaleźli się w chatce, Złoty Wąż czuł jak ciepły oddech Assina przesunął się po jego skórze.
- Nai'h rhassai… Nai'h anajrii… Ssiearne – szeptał ten już w transie.
Jeszcze kilka chwil trzymał go, niczym dziecko w objęciach. Zdawał się być taki delikatny, gdzie podziała się twoja siła, przyjacielu?
Położył go na posłaniu i usiadł obok. Ręka cienistego bezwiednie przesunęła się w poszukiwaniu jego dłoni. Ścisnął ją lekko, rozkoszując się miękkością ciemnej skóry.
Życie jest naszym snem. Niech trwa wiecznie. Nie budźmy się już nigdy i śnijmy wiecznie…
©2008-2009 =Conreeaght
:iconconreeaght:

Author's Comments

Gdyby moja muzyka miała barwę, byłaby błękitem...

Myślałam nad tym, co napisałam w devowym dżurnalu i postanowiłam zacząć od czegoś, co już znam, od opowiadania, które kocham. "Błękit" wydawał mi się wprost idealny...

I tak oto mieliście możliwość poznać saiji, czyli cienistych, rasę, która z elfami ma niezbyt wiele wspólnego. Wiem, że wciąż cuchnie drowami, ale - między innymi - wyglądu moich słodkich nie zmienię (nie wyobrażam sobie Assina wyglądającego inaczej).
Bardzo wiele chciałabym Wam o saiji napisać, ale nie chcę Was zamęczyć, więc przedstawię pokrótce podstawowe informacje:
Esgërah to kraina odizolowana od reszty świata barierą Wiecznej Nocy, gdzie mieszkają cieniści. Społeczeństwo dzieli się na Rodziny (głową rodziny jest kobieta) oraz Klany (starszy klanu to mężczyzna). Wszystko podzielone jest na miasta - posiadłości, które przylegają do siebie. Takim miastem jest Vajarah, skąd pochodzi Assin i gdzie rządzi jego rodzina.
Krainy Bliźniaczych Księżyców, to wszystko, co znajduje się poza barierą Wiecznej Nocy. Trudno mi to wyjaśnić, ale Lindo i Senna, czyli księżyce nie wschodzą nigdy nad Esgërah.
O pięknej Bogini pisać nie będę, ale to dość ważna osobistość w moim uniwersum, więc jeszcze o niej usłyszycie.

Cudownie wymyśla się język cienistych (własny język FTW!).
Ciężka praca jak diabli, ale mój Mistrz chyba czuwa nade mną.

Z cienistego Mag tłumaczenie:
rhassai – pani (dla odmiany pan będzie brzmiało rassan)
Nai'h rhassai – moja pani
Na'harami – wybacz mi
Nai'h anajrii – moja bogini

Zamęczyłam Was, ale musiałam to zrobić, bo dopóki ktoś mnie nie zgnoi, będzie rozpierać mnie duma, że wyzwoliłam się z więzów niewłasnego świata.

Wielkie podziękowania dla mojej drogiej Invis, że chciała przeczytać to raz jeszcze, że napisała mi tak piękne słowa, że choć po spotkaniach autorskich miałam traumę, to po rozmowie z nią czułam się wspaniale! :glomp:

Edit:
zmieniłam tytuł na Boski Błękit. Oboje z Assinem wiemy czemu powinien on tak właśnie brzmieć :3

Wszyscy bohaterowie i cały świat (C) Mag [=Conreeaght]

PS. MAM AUTOGRAFY KOSSAKOWSKIEJ, MORTKI I ĆWIEKA *płacze ze szczęścia*

Comments


love 1 1 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconxyureix:
Mówiłem już że uwielbiam czytać twe opowiadania?
Są napisane stylem dość niezwykłym, rzec by się chciało nietypowym... i co najważniejsze - wciągającym.
Podziwiam że potrafisz napisać coś krótkiego, ale wciągającego ponad wszelką miarę. Dla mnie napisanie czegoś z fantastyki jest niezmiernie ciężkie, a tobie to wychodzi doskonale... Gratulacje i trzymaj tak dalej :)
:iconconreeaght:
Nie, nie mówiłeś, ale cieszę się, że w końcu się do nich dobrałeś.
Aj, dziękować, dziękować, naprawdę miło czytać taki komentarz :aww:

--
"Yet each man kills the thing he loves"
Oscar Wilde
:iconnox-dl:
no, w koncum cos twojego rpzczytal :)
bardzo ladnie ci to wyszlo.na poczatku przytloczylo mnie nieznane uniwersum, nieznana historia i nieznane postaci, ale pozniej, musze przyznac, wciagnalem sie :) chetnie przeczytam wiecej. ladnie wplotlas informacje ze swiata, troche o saiji [fajna nazwa,btw.].ogolnie wszystkojest ok. jedynie 2 rzeczy mi troche nie leza:
"Pamiętał, że w promieniach słońca wężowe łuski miały barwę oczu jej pana – złocistomiodowe." moim zdaniem powinno byc: "złocistomiodową" albo "były złocistomidowe" :)
i w ostatnim fragmencie "Znalazł Assina na polanie(...)" moglabys napisac,ze chodzi o Zlotego Weza, bo na poczatku jest to neico konfudujaca.caly czas akcja skupia sie na Assinie,a tu nagle przeskok.

to tyle. kip łratjtin'

--
Schrömaniac :3
:iconconreeaght:
Przeczytałeś! I jaki komentarz na wstę;pie. :D
Cieszę się, że się podobało. To samo jeśli chodzi o saiji (tylko nie pytaj, jak to się wymawia, bo czar nazwy pryśnie :P).
Pierwsza uwaga, ok, gdy to napisałeś, faktycznie, lepiej brzmiałoby inaczej. Pomyślmy. Druga zaś, nooo, pierwszy raz czytałeś coś magowego, lubuję się w tych przeskokach (a może w konfundowaniu czytelników trochę :P).
No i dzięki, dzięki :)

PS. Muszę o to zapytać. Co Cię natchnęło, żeby przeczytać "Błękit"?

--
"Yet each man kills the thing he loves"
Oscar Wilde
:iconnox-dl:
Przeczytalem!:XD:
ok, nie pytam [moze kiedys sie zdazy,ze sama wymowisz przy mnie to slowo xP]
hmm...w sumie, takie przeskoki maja cos w sobie.

akurat jestem w trakcie ogladania zaleglych 230 deviacji i Blekit byl miedzy nimi.powiedzialem,ze bede cie czytac, wiec to zrobilem[znam siebie i wiem,ze przekladania na blizej nieokreslona przyszlosc jest niedobre ;P]

--
Schrömaniac :3
:iconconreeaght:
Święto, proponuję uczcić to toastem :ahoy:
Wiem, wiem, przeskoki są smexy :P

Wciąż pamiętam, co mówiłeś o deviacjach z literkami. Mogę się więc tylko cieszyć, że przeczytałeś i że planujesz czytać resztę :XD:
[masz na myśli moje teksty, czy może Sztukę Świata :lmao:]

--
"Yet each man kills the thing he loves"
Oscar Wilde
:iconnox-dl:
tostem?:P
lol
nom.
["Zarzadzanie" xD]

--
Schrömaniac :3
:iconconreeaght:
zrobisz mi tosta? >D
nie lol, tylko są smexy.
nom nom nom nom :3 [czemu mi się to kojarzy]
[masz? podziel się z Wilkiem XD]

--
"Yet each man kills the thing he loves"
Oscar Wilde
:iconnox-dl:
jak sobie zasluzysz xP
...
z czym ci sie to kojarzy?o.O'
[tia...jasne...i historie sztuki tez...i filmu...i ucze sie dniami i nocami...:P]

--
Schrömaniac :3

Details

March 31, 2008
16.6 KB

Statistics

21
3 [who?]
334 (0 today)
7 (0 today)

Site Map